W ostatni weekend brałem udział w wydarzeniu Zimowy trekking w Tatrach organizowanym przez zamkniętą grupę Aktywny Weekend. Jako środek transportu posłużył nam Polski Bus, którym wspólnie dotarliśmy do Zakopanego. Z Wrocławia wyjechaliśmy w piątek bardzo późnym wieczorem, zatem po krótkiej integracji, każdy zasnął, aby nabrać sił na poranną wędrówkę. Ku naszemu zaskoczeniu byliśmy w Zakopanym szybciej niż przewidywał rozkład. Lekko zaspani, zorganizowaliśmy taxi na 6 osób, która przewiozła nas do Siwej Polany. Około godziny 6 wyruszyliśmy w kierunku Schroniska znajdującego się w dolinie Chochołowskiej. Po dwugodzinnym spacerze w zimowej, mroźnej atmosferze udało nam się dotrzeć do schroniska. Tam mieliśmy chwilową przerwę na śniadanie oraz przepakowanie plecaków, tak aby nie zabierać ze sobą niepotrzebnych rzeczy do góry. Podczas porannego posiłku, ustaliliśmy trasę na sobotni dzień. Początkowo planowaliśmy zdobyć dwa szczyty: Grześ i Rakoń i ewentualnie, gdy będą dobre warunki spróbować wejść na Wołowiec. Ze schroniska wyruszyliśmy po 9 i naszym pierwszym celem był Grześ. Początkowo znajdowaliśmy się w chmurze i widoczność nie była najlepsza. Jednak po krótkim czasie udało nam się wyjść ponad chmury gdzie czekała nas idealna lampa. Wraz z wysokością, zyskiwaliśmy coraz lepsze widoki. Morze chmur z wystającymi dwoma szczytami (Babia Góra i Pilsko) robiło wrażenie. Grzesia zdobyliśmy o godzinie 11: 00 gdzie zrobiliśmy sobie chwilę przerwy na drobny posiłek. Następnie ruszyliśmy w kierunku Rakonia. Po niecałych 2 godzinach udało nam się dotrzeć na kolejny szczyt tego dnia. Znów chwila przerwy, parę pamiątkowych zdjęć i zapadła decyzja, że próbujemy zdobyć Wołowiec tego dnia. Naszą uwagą przykuwali Ski torowcy, którzy właśnie przygotowywali się do zjazdu z Rakonia. Początkowa trasa na Wołowiec przebiegała granią. Z Rakonia na szczyt Wołowca idzie się latem 40 min. Zimą ten czas jest bardzo zbliżony. Wcześniej o tym nie wspomniałem, jednak przy wejściu na Wołowiec posiadanie raków było jak najbardziej wskazane. Trasa jest już bardziej stroma niż poprzednio oraz miejscami na trasie były zmrożone fragmenty, na których było niesamowicie ślisko. Tutaj pragnę wspomnieć o dwóch osobach z grupy, które właśnie przy takim zmrożonym fragmencie odpuściły zdobywanie szczytu. Głównym powodem był brak posiadania raków. Taką postawę pochwalam, podziwiam i jest ona godna naśladowania. Brawo chłopaki!!. Reszta ekipy stanęła na szczycie około godziny 13:40. Szczyt wynagrodził wysiłek, ponieważ przy tej pogodzie widoki były rewelacyjne. Mocny wiatr był dokuczliwy, ale udało nam się zrobić świetne zdjęcia i po jakiś 15 minutach rozpoczęliśmy zejście w kierunku Rakonia. W drodze powrotnej rozważaliśmy zejście inną trasą, ale dość stromy początek trasy + brak raków u większości grupy spowodował, że jednak jej nie zmieniliśmy. Na każdym szczycie robiliśmy chwilę przerwy na odpoczynek i oraz żeby nacieszyć oczy widokami. Do schroniska dotarliśmy o godzinie 16:30. Po odebraniu kluczy do pokoju poszliśmy na obiad, a wieczór przeznaczyliśmy na drobne świętowanie. Kolejny dzień, czyli niedziela była zaplanowana na odpoczynek. Wyspaliśmy się do 10:00 i po zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w stronę Siwej Polany. Po dotarciu na miejscu udaliśmy się busem do Zakopanego gdzie w miłej atmosferze spędziliśmy popołudnie. Tutaj chciałbym polecić Karczmę Żabi Dwór, za wyjątkowo dobrą kwaśnicę i naprawdę przystępne ceny. Do Wrocławia wróciliśmy Polskim Busem. Obawialiśmy sie tłumów wracających po skokach, ale nie było to jakoś szczególnie odczuwalne. Zapraszam do obejrzenia widoków, które udało mi się uwiecznić na fotografiach.

Wideorelacja:

Trasa:

Dolina Chochołowska(Siwa Polana)->Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej->Grześ->Rakoń->Wołowiec->Rakoń->Grześ->Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej

 

 

Grześ, Rakoń i Wołowiec
Tagi:                    

Komentarz do “Grześ, Rakoń i Wołowiec

  • 1 lutego 2017 z 07:51
    Permalink

    Dominiku piękne zdjęcia, piękne widoki. Jednak Tatry to Tatry, tam jakieś Karkonosze 🙂 Żałuję, ze nie wybrałam się z Wami. A byłam wtedy bliżej niż dalej, bo we Krakowie :p

    Powtórz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *